W dzisiejszych czasach jak na drożdżach mnożą się systemy oczyszczania spalin, a wszystko to w trosce o planetę. Mają one na celu wyłapanie trujących substancji powstałych w efekcie spalania paliwa w silniku. Jest ich wiele, ponieważ proces zachodzący w cylindrze bardzo często odbiega od idealnego.

Trochę historii

W latach 70 nikt nie przejmował się ani producenci, ani kierowcy nie przejmowali się szkodliwą emisją spalin, a temat nie był dodatkowo nagłośniony przez media. Mimo, iż od 2010 każdy nowy samochód musi mieć obowiązkowo montowany filtr cząstek stałych, a powietrze jest nieporównywalnie czystsze, to wciąż słyszymy o konieczności wprowadzania kolejnych obostrzeń. Pierwszym krajem, który postawił na wokandę temat emisji spalin były gwałtownie rozwijające się po II wojnie światowej Stany Zjednoczone. Początkowo nakazano pełniejsze spalanie paliwa w cylindrze, a następnie wprowadzono pompy, które cofały spaliny w celu ich “dopalenia”. System był jednak awaryjny i nierzadko kończył się pożarem samochodu. W 1975 z USA wycofano z kolei benzynę ołowiową.

Filtry sadzy

Znany też jako DPF lub z francuskiego FAP umieszczany jest w niektórych samochodach z silnikiem wysokoprężnym. Zbudowany jest jak plaster miodu – kanaliki pokryte związkami ceru i platyną wyłapują cząsteczki sadzy, które są następne wypalane wraz z wzrostem temperatury. Jeśli silnik jest zużyty lub emituje dużo spalin, filtr DPF może się szybko zapychać i uniemożliwiać jazdę. Producenci testowali różne koncepcje filtrów dlatego opinia o ich awaryjności jest mocno przesadzona. Jednym z ciekawszych był filtr typu mokrego, stosowany przede wszystkim przez Francuzów. Był tańszy w wymianie i mniej kłopotliwy.
Od niedawna obowiązkowe stało się umieszczanie filtrów również w samochodach benzynowych. W tym celu powstał system GPF. Jest to odpowiednik filtra DPF dla silników benzynowych.

Opracowanie: http://www.dpfecoserwis.pl Dziękuję za wsparcie merytoryczne.